sobota, 3 listopada 2007

Wszystkich Świętych w Paryżu


Tego czwartku cmentarz Pere Lachaise wydawał się być bardziej okupowany przez Polaków, niż przez jakąkolwiek inną nację. Szczególne zainteresowanie zaś wzbudzał grób Fryderyka Chopina, przed którym stała spora grupka rodaków. Dołączyliśmy do nich i mimochodem staliśmy się świadkiem interesującej rozmowy.
Pan po 50-dziesiątce dyskutował ze starszą Panią:
- Pani wie ile tutaj wczoraj było gnoju? Taka kupa - zademonstrował rozkładając szeroko dłonie. - Tyle czasu minęło i nikomu nawet nie przyszło do głowy, żeby przyjść i tu posprzątać! - kontynuował. - A ile jest kobiet w Paryżu? - wypalił wreszcie. - No ile, pytam? Ze 300 tysięcy! - wywrzeszczał. - I co? I żadna nie przyjdzie posprzątać!
- Wierzę Panu - odparła, spłoszona staruszka.
- Pani mi wierzy? Tu nie ma co wierzyć proszę Pani, tu trzeba przyjść i posprzątać!

I tak dowiedziałam się, że Polacy w Paryżu wciąż żyją w innej
epoce. Równouprawnienie ich jeszcze nie dotknęło.

Brak komentarzy: