Teatr Athénée Louis - Jouvet polecił nam kolega Jarek;) Wychwalał teatr za świetny dobór sztuk i dobrych aktorów. Wybraliśmy sztukę L'ignorant et le fou, ponieważ, nie ukrywam, innej w tym miesiącu nie było. Fanem specjalnym teatru współczesnego nie jestem, o Thomasie Bernhardzie też niewiele wiedziałam, ale skoro Jarek polecał...
Sztuka, pomimo, iż angażowała 4 aktorów, okazała się być monologiem, co w teatrze trudno mi ścierpieć. Aktor wygłaszający owy monolog, nie wysilił się też bardzo, ponieważ miał za zadanie recytować podręcznik medyczny dotyczący chirurgii. W tym celu posługiwał się ściągawką, czytając tekst wprost z kajetu. Gra pozostałych aktorów sprowadzała się do powtarzania wybranych fragmentów podręcznika i do pokasływania lub wydawania z siebie innych dziwnych dźwięków od czasu do czasu. Wszystko po to, by pokazać problemy relacji córki śpiewaczki z ojcem alkoholikiem i skrytykować środowisko artystyczne.
Ja rozumiem, że śmiertelna choroba miała olbrzymi wpływ na autora i że przez cytowanie przebiegu operacji mózgu, a później żołądka, pragnął pokazać, iż medycyna ma tak naprawdę niewiele wspólnego z człowiekiem, jako istotą ludzką. Jak sam mówił zresztą: medycyna nie zajmuje się istotą ludzką, a jedynie jej organami. Rozumiem również, że życiowe doświadczenie uzmysłowiło mu, że medycyna nie jest w stanie uleczyć jego ducha. Ale żeby czynić podręcznik chirurgiczny środkiem wyrazu dla problemów rodzinnych, trzeba mieć nie lada wyobraźnię i nie lada pogardzać odbiorcą. Artyści - bohaterowie sztuki - nie cierpią zresztą swej publiki i zdaje się, iż Bernhard podobne miewał problema.
Wszystko w życiu, poza śmiercią, jest farsą - powiedział Bernhard i farsą też była jego sztuka, którą nie wiadomo jak odebrać i nie wiadomo też, czy to wina aktorów, czy kiepskiego tekstu.
Podejrzewam, że można było jednak lepiej dobrać repertuar serwowany przez najbardziej cenionego pisarza Austrii.
Jedynym, wartym zobaczenia tej soboty okazał się budynek teatru. Wybudowany w 1892 roku, jest przepieknym reprezentantem stylu secesji, kierunku, który narodził się w Belgii. W co naprawdę trudno uwierzyć, widząc w Paryżu takie perły, jak Grand Palais, czy właśnie Athénée Louis-Jouvet. Nota bene, samo Athénée osiedliło się w budynku stosunkowo niedawno, bo 25 lat temu.W tym roku właśnie, świętuje swoje ćwierćwiecze.
Po kiepskich doświadczeniach sobotniej nocy, humory poprawiło nam odkrycie niedzielnego popołudnia, czyli muzyka Eduardo Gamboa, a konkretnie jego Transparencje, lekkie utwory inspirowane muzyką Mariachi. Przypadkiem biegając po cite universitaire na południu Paryża, niedaleko naszego domu, trafiliśmy na próbę trójki hiszpańskich zapaleńców i jednego, nieśmiałego Francuza. Kwartet na flet poprzeczny, wiolączelę i skrzypce zrobił na nas niesamowite wrażenie. Polecam muzykę na niedzielne, popołudniowe siesty.