Biennale Photoquai (fotoprzystań), to zupełnie nowa inicjatywa zaproponowana przez Muzeum du quai Branly. Dotychczas zajmowało się ono historią fotografii. W końcu zrozumiało jednak, że historia jest historią i przyszła pora, by zasmakować w czasie rzeczywistym - fotografii rejestrującej teraźniejszość. Co ciekawe, nie jest to teraźniejszość Zachodnia, a światowa, a artyści zaproszeni na biennale, to ludzie kompletnie nieznani, przynajmniej szerszej publiczności w Europie.
Idea szczytna, tym szczytniejsza, iż by pomieścić ponad 400 zdjęć biorących udział w biennale, ulokowano je częściowo na przystani ciągnącej się od mostu Alma prawie do samej wieży Eiffela. Pozostała część rozbita została pomiędzy kilka ambasad i instytutów kultur narodowych. W ten sposób, wystawa jest w zdecydowanej części bezpłatna i ogólnodostępna.
Ponieważ całe przedsięwzięcie reklamowane było jako wydarzenie przedstawiające nieznanych fotografów z Europy Wschodniej, a także Azji i Ameryki Południowej, początkowo byłam zawiedziona. Spodziewałam się, że skoro jednym z organizatorów jest Instytut Polski, to na otwartej wystawie zobaczę prace przynajmniej jednego Polaka. Tymczasem po obejrzeniu ekspozycji przy Quai Branly, miałam wrażenie, iż Francuzi znów mówiąc Europa Wchodnia, myślą Rosja, bo z tej części Europy znalazłam jedynie prace Rosjan. (Jedyny Polak wystawiający swe prace to Bogdan Konopka. Fotografie tyczą się chińskiej prowincji i można je obejrzeć w Instytucie Polskim.) Wszystko to wydawało się jakimś absurdem, dopóki nie ujawnił się ostateczny wizerunek biennale. Okazało się, że Europa w ogóle nie była brana pod uwagę. Skupiono się jedynie na Azji, Australii, Afryce i Ameryce Południowej.
Doświadczenie się powiodło. Photoquai daje nam możliwość wglądu w tradycje i kulturę krajów, do których na co dzień nie mamy dostępu. Stwarza platformę dla spotkań międzykulturowych, otwiera na świat.
Fotografie Javiera Silvy z Peru i Jeana-François Manicoa z Guadelupy, czy Leonoda Tishkova i Borisa Bendikova z Rosji wprowadzają nas w świat ludowej mitologii. Tworzą obrazy pełne magii i tajemnicy, miraże nawiązujące do folkloru i tradycji danej kultury.
Z kolei takie prace, jak fotografie Mehraneh Atashi z Iranu, której, jako jedynej do tej pory kobiecie udało się wejść do męskiej sali gimnastycznej - ba, nie tylko wejść ale i zrobić zdjęcia - są świadectwem naszych czasów,w których rewolucja obyczajowa w krajach arabskich zdaje się być coraz bliżej dokonania się.
Biennale to strzał w dziesiątkę. Jest okazją dla wielu artystów do zaistnienia na arenie światowej, ale także okazją dla Paryża, odświeżającego nieco swój zatęchły wizerunek.
W walce o tytuł Światowej Stolicy Kultury , między Nowym Jorkiem, Paryżem i dawniej Wiedniem i Pragą, Paryż zdobywa kolejne punkty.
www.photoquai.fr
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz