
- Czym jest opera? - zapytał mój kochany Miś oprowadzającego nas po Opera Bastille przewodnika - Przeżyciem zmysłowym - otrzymał odpowiedź. I choć przez dłuższy moment się nad tym zastanawiałam, po wizycie w Palais Garnier, gdzie przeżyliśmy wspólnie Traviatę Verdiego w reżyserii Christoph'a Marthalera, przyznać muszę, że inaczej opisać opery się nie da. Bo choć sopran Christine Schäfer zazgrzytał jak stare wrota przy dwóch najwyższych dźwiękach pierwszego aktu, to jednak całość odegrana została tak brawurowo, że po raz pierwszy od bardzo długiego czasu przeżyłam w operze prawdziwe katharsis.
Swoją rolę w procesie oczyszczenia odegrał również budynek samej opery. Palais Garnier jest przepięknie zdobionym teatrem. Po wyjściu z sali koncertowej na antrakt wciąż pozostaje się w magicznym świecie, jakby w zaczarowanej bajce. Jedyne, na co można ponarzekać to miejsca. Niektóre mają naprawdę kiepską widoczność. Mogliśmy tego doświadczyć kupując bilety w ostatniej chwili.
Inaczej rzeczy się mają z Operą na Placu Bastylii.
Zaprojektowany przez Carlosa Otta, otwarty w 1989 roku budynek, to jedna z najnowocześniejszych oper na świecie. Mogliśmy ją sobie zobaczyć od kulis dzięki zajęciom Micha z polityki zarządzania instytucjami kulturalnymi, zorganizowanymi właśnie w operze. A ponieważ tak zorganizowane zajęcia odbywają się niezwykle rzadko - nie trzeba mi było się długo zastanawiać, by dołączyć do Michowej grupy. Wnętrze Bastylii za sceną przypomina bardziej hangary lotnicze, niż miejsce gdzie tworzy się sztukę. 12 poziomowy budynek został tak skonstruowany, by olbrzymią windą, o powierzchni ok. 200 metrów kwadratowych można było transportować kilkunasto-tonowe dekoracje z najniższych pięter na poziom sceny. I choć jest to chyba największa winda operowa na świecie, to jednak nie jest pozbawiona wad. Dopiero po ukończeniu budynku okazało się, że nie można korzystać z niej w trakcie spektakli. Zamiast uplasować windę tuż za sceną (tak, by można było w trakcie przerwy jedynie przesunąć dekoracje), winda wjeżdża prosto na scenę, co powoduje, że niczego nie można przygotować z wyprzedzeniem. Wydłuża to niekiedy przerwy i utrudnia pracę technikom. Poza tym małym mankamentem, wszystko w Bastylii urządzone zostało jak trzeba. Opera w zamyśle architekta miała reprezentować ideę równości, dlatego też każdy, bez względu na to ile wydał na bilet, zasiada na miejscu, z którego ma bardzo dobrą widoczność. Idei tej podporządkowane są też krzesła na sali koncertowej - mają egalitarny design - są zbudowane z równiej wielkości kwadratów (podobnie jak fasada budynku).
Ze wszystkich odwiedzonych przez nas pomieszczeń najbardziej polecam były gabinet dyrektora, a obecną salę spotkań - owalny pokój na najwyższym z pięter, zbudowany z okien, przez które roztacza się przepiękny widok na Paryż i oczywiście na Wieżę Eiffel'a - widok warty uwagi szczególnie nocą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz