Mich napisał:Tydzień temu odbył się w Paryżu salon win, co pozwoliło mi się wyszaleć, jako fanowi francuskiej cuisine.
Na kilka dni producenci win zjechali się do Paryża, by zaprezentować swoje wyroby - wina białe, różowe, czerwone a także alkohole np. koniaki (w języku francuskim wino to nie alkohol).




Impreza ta organizowana jest co roku. Wejście dla studentów kosztuje 3 euro - w cenę wliczony jest niezbędny instrument smakosza - kieliszek, który otrzymuje się zaraz przy wejsciu. Wchodzi się z nim do ogromnej sali, gdzie znajduje się kilkaset stoisk przygotowanych dla producentów win.
Należy zwrócić uwagę że są to producenci mali, robiący swoje wina często z pasji lub też dla dorobienia kilku euro do emerytury. Są to więc wyroby rodzinne, mające charakter podobny do "majonezu babuni" z reklamy.
Fajna jest atmosfera krążąca w tym miejscu. Najlepiej przyjść rano. Wtedy wszyscy są mili, jeszcze nie znudzeni pytaniami amatorów, takich jak my, wtedy jest też mało ludzi. Można swobodnie podyskutować i dowiedzieć się o winach rzeczy które znane są tylko "wielkim szefom z zadartymi nosami". Czasami można się spotkać z osobą, która po twoim ubiorze może określić, czy warto marnować swoje wino na częstowanie cię nim. C'est la vie. Warto więc ubrać się bardziej elegancko i przybrać kamuflaż - ubiór bourgeois tj. marynareczka.
Reczywiście wspaniałym momentem jest smakowanie wina, o którym producent ci już wszystko opowiedział: że jego winogrono rośnie w takiej a takiej glebie, przy takim a takim nachyleniu, że wino trzymane jest w takich a takich beczkach i ile konkretnie czasu, pokazuje ci zdjęcia itd.
Ważne jest jednak własne rozeznanie i własny gust. Producent chce sprzedać ci swoje wino, więc uważaj na to, co mówi. Podobnie jest w innych sytuacjach w życiu, no nie?
Poza tym, wedlug nas, wino to tylko połowa równania - zawsze należy sobie wyobrazic z czym się je pije. Innymi słowy istnieje swoistego rodzaju dialektyka (słowo uwielbiane przez tutejsze środowisko intelektualne) między winem a talerzem. Nawet jeśli nic nie kupisz, takie doświadczenie wzbogaca cię wewnętrznie: "czujesz lepiej" francuską cuisine. Zresztą nie tylko francuską. Umiesz po prostu lepiej dopasować wino do swoich polskich i innych dań. To jest moja refleksja po tym miłym (i niedrogim przy tym) doświadczeniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz