30 września 2007 roku, po pięciu latach, powróciliśmy do kraju żabojadów. Powróciliśmy na chwilę, choć nie wiemy jeszcze, na jak długą. Tutaj się poznaliśmy i tutaj na powrót wylądowaliśmy w tydzień po naszym ślubie. Czy coś się zmieniło? Poza fasadą i wnętrzami niektórych budynków w Paryżu - niewiele. Tak jak dawniej 10 milionów ludzi przetacza się przez ulice tego miasta, tłoczy się na stacjach metra, wykłóca się w ulicznych korkach i przynajmniej raz w miesiącu urządza sobie mouvement social paraliżując komunikację tego, czy innego miasta.
Język francuski, jak zawsze posesywny, wkrada się do mojej głowy, zawłaszcza moje myśli, powodując, że nawet podświadomie, odbierając o poranku telefon wolę rozmawiać z recepcjonistką po francusku, niż po angielsku (języku w którym porozumiewałam się przez ostatnie dwa lata i w którym wciąż sie w sumie porozumiewam, ale raczej listownie). Wszechobecność francukiej telewizji i prasy, kinowego dubbingu, radia, powoduje, że nawet pomimo utrzymywanych kontaktów towarzyskich w języku angielskim i codziennych rozmów w języku polskim, język francuski staje się moim drugim ja, moim langue matternelle, moją drugą połową.
Może ma to związek z łacińskim podłożem języka francuskiego, z powrotem do źródeł, z wypieraniem słowiańskości?
Maria Janion w Niesamowitej słowiańszczyźnie pisze o tym, jak podbicie narodów słowiańskich przez religię chrześcijańską doprowadziło do swoistej amnezji. Gwałt zadany naszej kulturze, wytworzył w nas rozdwojenie jaźni - poczucie wielkości i małości zarazem. Niejasne wspomnienia dawnych czasów oparte na szczątkach legend, wywołują w nas uczucie pychy. Zanika ono w obliczu wielkości kultury zachodniej, która zjawiła się u nas wraz z chrześcijaństwem, rodząc w nas kompleksy, niszcząc naszą kulturę, powodując jej zapomnienie. Może to samo dzieje się w mojej głowie? Może średniowieczna łacina wypiera prastarą słowiańszczyznę? Mechanizm przystosowawczy? Tylko dlaczego jest on tak silny? Tak zaborczy?
Na razie, inaczej niż poprzednio, staramy się poznawać ludzi, zrzeszać ich wokół siebie, przywiązywać się, choć za moment trzeba się będzie rozstawać... Cóż innego jednak niż ludzie, tworzy miasta i nasze w nich życie. Mając dookoła siebie ludzi uczestniczymy w życiu Paryża. Żyjemy, nie pozwalając sobie zwariować;)
1 komentarz:
Prześlij komentarz